Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed
cof

Nie wiem… – moje poszukiwania własnej drogi

Nie wiem… To chyba słowa, których używam ostatnimi czasy najczęściej. Mam wrażenie, że gdyby za każde „nie wiem” ktoś dawał mi 5 złotych, mogłabym już pojechać na super wakacje na Bali. Ale chyba nie o to mi chodzi.

Jakiś czas temu rzuciłam pracę. Nie był to kierunek dla mnie. Nie dawał mi satysfakcji i wiedziałam, że nie chcę tego robić całe życie. Postanowiłam więc, że muszę coś zmienić. Zapał był ogromny, ale okazało się jednak, że nie trwał długo, bo kiedy od tamtej pory zaczęłam zastanawiam się: no dobrze, ale co tak naprawdę chciałabym w życiu robić, nie umiałam w 100% powiedzieć co sprawiło by mi największą radość. Codziennie zadawałam sobie to pytanie, a nie umiejętność odpowiedzenia na nie zaczęła mnie bardzo męczyć i stresować. Czas mija a ja nie wiem w którą stronę mam iść. Wpadałam na jakiś pomysł po czym dopadały mnie wątpliwości czy to aby na pewno dobry kierunek. Czułam, że stoję w miejscu.

Głęboko w sobie zawsze miałam potrzebę by żyć szczęśliwie, po swojemu, być spełnioną w życiu i w tym co robię. Chciałam robić coś, co będzie dawać mi satysfakcję i ukochaną wolność i swobodę działania. Kiedyś to przekonanie było we mnie zakorzenione i nie wyobrażałam sobie że w życiu mogę robić coś co nie będzie mi tego dawało. Wydawało mi się, że mogę wszystko. Miałam w sobie przekonanie, że czegokolwiek nie będę chciała w życiu robić, będzie to możliwe, że poradzę sobie zawsze i wszędzie. Mogę założyć firmę, mogę podróżować po świecie, mogę wszystko. To poczucie dawało mi pewnego rodzaju bezpieczeństwo, ale trochę złudne. Dlaczego? Bo samo to poczucie to jeszcze nie krok do przodu. Trzeba jeszcze wiedzieć czego się w życiu tak naprawdę chce, mieć cel i plan…

Po skończeniu studiów w pewnym sensie cała moja wizja trochę podupadła. No bo studia się skończyły i co dalej? Przyszedł moment kiedy faktycznie mogę wszystko i wszędzie, ale co chcę konkretnie?

Myślałam o tym żeby wyjechać, podróżować, raczej pracować za granicą, ale zaczęły budzić się we mnie wątpliwości. Słyszałam dookoła, że po studiach wypada szukać dobrej pracy, w dobrej firmie, że nie jest to łatwe, że pierwszej pracy trzeba się trochę naszukać, że lepiej zostać w kraju i tutaj się najpierw czegoś nauczyć, że dorosłość nie wygląda już tak kolorowo jak mi się wydaje, że jest już wiele biznesów i wielu ludziom się nie udaje, że to wszystko nie jest takie łatwe itp, itd.

Te przekonania zbudziły we mnie myśli, że może faktycznie to prawda, może muszę wydorośleć, że może inni mają rację. Może jednak warto tu zostać, czegoś się nauczyć a potem jak będę chciała to już z bazą wiedzy mogę wyjechać i pracować gdzie zechcę. Warszawa mocno zdeptała na początku moje oczekiwania. Faktycznie pierwsza praca nie była łatwa do zdobycia, na każde ogłoszenie było mnóstwo kandydatów a zarobki były bardzo niskie jak na oczekiwania jakie mieli pracodawcy względem świeżo upieczonych absolwentów. Kiedy już zdobyłam pracę, większość mówiła: wow super, duża korporacja, duże możliwości no i umowa o pracę!

Myślałam kurcze może faktycznie moje podejście było dziecinne, może dorosłość wygląda inaczej, ale z drugiej strony wciąż czytałam o ludziach, którzy spełniają się w wolnych zawodach, wcale nie maja umowy o pracę i nie pracują na etacie. Robią rzeczy, których im z jednej strony zazdrościłam, ale z drugiej nie potrafiłam zrobić kroku w stronę tego żeby moje życie też tak wyglądało. Mój wewnętrzny głosik mówił „nie chcesz tego”, „korporacja nie jest dla ciebie”, a z drugiej strony chciałam się przekonać, że trzeba w życiu być ambitnym. Tak, chciałam być ambitna i dorosła.

Teraz ambicję rozumiem inaczej, jako umiejętność dążenia w życiu do tego co sprawia nam satysfakcję i żyć po swojemu a nie oczekiwaniami innych. Dla jednych to pnięcie się po drabince w korporacji, dla innych prowadzenie baru na plaży, ale ważne, żeby czuć, że to jest „moje”. 

Bardzo często miałam w życiu słomiany zapał: tak , założę biuro podróży, tak będę świetnym grafikiem, a potem w słabszej chwili przychodziły wątpliwości: a bo jest już masa takich ludzi, czy dam radę, czy mi się chce, czy warto, czy się uda, czy może moje myślenie jest dziecinne. Nie wiem…

Wiecie co? Zabrakło pewnego rodzaju harmonii.

Zabrakło balansu pomiędzy głosem malej Asi, która chce spełniać swoje marzenia a dużej i odpowiedzialnej Asi, która powinna jej w tym pomoc, ale co najważniejsze, przede wszystkim ją wysłuchać. 

Myślę, że najważniejsze w życiu jest słuchanie siebie i swoich potrzeb, nie oddzielanie się od nich, nie zagłuszanie ich.

Dziecko w nas jest po to by marzyć, by mówić co sprawia mu radość, a dorosły w nas by spojrzeć trzeźwym okiem co może zrobić by przekuć to na życie zawodowe, jaką ścieżkę obrać, jaki plan przygotować.

Dorosły jest po to by znaleźć konkretne narzędzia i możliwości, by być konsekwentnym, wytrwałym, odpowiedzialnym i silnym. Dziecko mówi czego pragnie a dorosły mówi: ok to się da zrobić, nie przejmuj się, że inni w to nie wierzą, znajdziemy drogę i będziemy na to pracować.

U mnie mała Asia, choć odważna i pełna życia, przygasła, bo ta dorosła nie umiała jej wysłuchać i nią pokierować, bo sama gdzieś tam była jeszcze niedojrzała. Mała Asia była też perfekcjonistką, zawsze chciała być we wszystkim najlepsza, nawet małe porażki nie popychały jej do dalszego działania, a sprawiały że się wycofywała. Przez perfekcjonizm często rezygnowałam szybko z tego co zaczęłam jak tylko ktoś okazywał się lepszy ode mnie. Zabrakło tu znowu dorosłej Asi, która powie: hej hej nie wszystko na raz, damy radę, ale spokojnie, małymi krokami, jeśli poniesiesz jakąś porażkę po drodze, nie ważne, idź dalej i nie poddawaj się, jestem z Tobą. Rób to, próbuj, jak Ci się nie uda to trudno, ważne, że spróbowałaś, najwyżej znajdziemy inne wyjście.

Sami dla siebie powinniśmy być największym mentorem i wsparciem.

To do czego zmierzam to wniosek, że koniec końców warto szukać tego, co naprawdę chcemy w życiu robić. Ale żeby znaleźć ten cel, musimy przybliżyć się do siebie. Czasem dochodzimy do tego w wieku 20 lat, czasem 40, a czasem 60. Ale warto tego doczekać.

Moim zdaniem bardzo ważny jest fakt, że na rozum nie wymyśli się co w życiu będzie dla nas najlepsze. To po prostu trzeba poczuć. Ja godzinami siedziałam zastanawiając się i tylko tracąc czas.

Jeśli nie wiesz czego chcesz to dochodź do tego małymi krokami, codziennie zagłębiaj się w siebie, zadawaj sobie pytanie co sprawia mi radość, w czym jestem dobry, czego chcę, aż w końcu ta odpowiedź do Ciebie przyjdzie. Okazuj sobie troskę i wyrozumiałość, zaprzyjaźniaj się ze sobą, zaufaj sobie. Im wcześniej zaczniesz to robić, tym szybciej przyjdzie odpowiedź. Wtedy rozum przyda się by obrać drogę. A w międzyczasie, zanim jeszcze tego nie odkryjesz, próbuj, podejmuj działanie, rób cokolwiek. Każde działanie do czegoś przybliża, chociażby do tego że będziesz wiedzieć: ok tego w życiu na pewno nie chcę robić. Ryzykiem prowadzenia swojego życia tylko umysłem jest to, że kiedy zabraknie słuchania siebie, można mieć cel i go osiągnąć ale czy da to szczęście jeśli nie wypływał z naszego wnętrza?

Wydaje mi się, że koniec końców w pewnym momencie jeśli nie żyje się swoimi pragnieniami może dopaść nas myśl, że mogliśmy jednak zrobić coś inaczej. Ale po co czekać tak długo?

Wracając do “nie wiem”, to w moim przypadku właśnie te słowa powodują, że odwracam się od siebie. Mam wrażenie, że każde nie wiem to zrzucanie odpowiedzialności na innych i otoczenie, jak mała dziewczynka, która mówi niech ktoś udźwignie moje życie i podejmie za mnie decyzję,

  • każde “nie wiem” to zaprzeczenie sobie,
  • każde “nie wiem” to odwrócenie się od siebie,
  • każde “nie wiem” to szansa mniej,
  • każde “nie wiem” to powiększenie zwątpienia w siebie,
  • każde “nie wiem” to odwracanie się od siebie i swoich potrzeb
  • każde “nie wiem” to stanie w miejscu i nie obranie żadnej drogi
  • każde następne “nie wiem” budzi coraz większy niepokój.

Jaką radę chciałabym dać sobie i każdemu kto zmaga się z takimi dylematami?

Zamiast tyle gdybać – próbuj, zamiast tyle myśleć – działaj, zamiast się zamartwiać – kreuj w wyobraźni idealną przyszłość, żyj tymi stanami, zamiast narzekać – ciesz się i raduj, zamiast się na siebie złościć – troszcz się o siebie. Bo wiecie co? Najwspanialsze cuda w życiu dzieją się jak żyjesz pełen miłości i radości, cokolwiek w życiu się nie dzieje.

Życzę każdemu żeby odnalazł swoje szczęście, ale nie stał w miejscu tylko próbował, doświadczał i nie bał się porażki, bo koniec końców to dzięki nim w końcu dochodzi się do sukcesu.

A z okazji tego posta postanowiłam na próbę przez tydzień nie używać słów “nie wiem” i zobaczyć co zamiast nich podpowie mi moje wnętrze 😉

 

Przeczytaj również
Kreuj swoje życie – czyli czym jest Mapa Marzeń